Wielu ludzi, zwłaszcza tych interesujących się na wystawach psów maleńkimi yorkshire terrierami, jest przekonanych, że psy tej rasy wymagają wielce skomplikowanej pielęgnacji. Nic bardziej mylnego – zabiegi pielęgnacyjne są u Yorków wyjątkowo proste i w zasadzie sprowadzają się do jednego słowa: kąpać! Struktura włosa Yorka jest bardzo podobna jak u człowieka i jeśli będziemy dbać o jego szatę tak, jak wzorcowo o własne włosy, to z pewnością nie popełnimy błędu!

Oczywiście, trzeba jednak dodać do tego dodatkowe zabiegi, ale żaden z nich nie jest obcy kosmetologii ludzkiej.
Pamiętajmy tylko, że w przeciwieństwie do wielu innych ras (ale za to podobnie jak u wielu ras ozdobnych), york nie ma określonej ostatecznej długości włosa (a przynajmniej nie jest nam ona znana), który podobnie jak choćby maltańczykom czy shih tzu, może mu rosnąć w nieskończoność…

Strzyżenie Yorków Włos yorkshire terriera rośnie całe życie, więc gdybyśmy nie przycinali szaty („sukienki”) naszym pupilom, to wkrótce spływałaby na ziemię i uniemożliwiała psom poruszanie się. Dlatego też większości psów przycina się ją na długość tuż poniżej ziemi (o pół centymetra dłużej niż wynosi wysokość psa mierzona w kłębie). Amerykanie, którzy od dawna zaniechali europejskiego obyczaju prezentowania jorków na ozdobnych pudełkach (czasami złośliwie nazywanych katafalkami) i dla których pies, choćby i najmniejszy, musi się zgrabnie poruszać, przycinają ich szatę jeszcze krócej, pół centymetra powyżej podłoża. Podczas ruchu psa włos tej długości wspaniale się prezentuje, nie szpecąc pracy kończyn, widocznych spod przykrótkiej, jak na kontynentalne obyczaje, sukienki. Niezależnie jednak od kontynentu, wszędzie yorkshire terrier ma mieć maleńkie, spiczaste uszka, stojące na baczność. Przygotowując psa do pokazu zawsze starannie strzyżemy mu włos na uszach maszynką, jak najkrócej, i nożyczkami obrębiając końce, aby tworzyły ostre trójkąciki. Na bokach tylnej powierzchni małżowiny od strony środka głowy zostawiamy jednak długi włos, poczynając od połowy (a u psów o większych uszach – od jednej trzeciej) wysokości, służący do zawiązania „koguta”, zwanego z angielska „top-knot”. Grzebieniem zbiera się włosy z całej głowy (czoła i boków) między wyimaginowanymi liniami przebiegającymi od zewnętrznego kącika oka do podstawy ucha, a także z tyłu głowy – do linii osadzenia uszu i nieco dalej, z potylicy. Zbieramy je w jeden kosmyk, tak by maksymalnie zbliżyć do siebie kąciki obrębionych uszu (miejsca między nimi powinno być właśnie tylko na ów kosmyk włosów). Uszy, przytrzymane zebranymi włosami, powinny stać na głowie pionowo jak drut, z końcami sterczącymi dumnie na wysokości środka oka (choć w praktyce dopuszcza się, by czubek ucha był na wysokości zewnętrznego kącika oka). Tym samym grzebieniem zbieramy jeszcze włosy z przełomu czołowego między oczami) i zawijamy na palcu kucyk tuż za uszami, po czym związujemy go gumką, taka jak do papilotów, i – jeśli jesteśmy wierni tradycji – zapinamy na nim czerwoną kokardkę. Tak oto york jest gotów do pokazu! Nigdy, przenigdy nie ściągajmy gumki z „koguta” -zawsze trzeba ją przecinać, delikatnie operując nożyczkami, bo o ile gumki do papilotów można jeszcze zdjąć z psa, nie wyrywając mu włosa, o tyle na głowie nie sposób tego zrobić. Nigdy także nie zakładajmy kokardki bezpośrednio na włosy – zawsze najpierw trzeba spiąć je gumką!

I na koniec dwie uwagi praktyczne – jeśli mamy w domu yorka samca, to choćbyśmy i rozwinęli go na dzień czy dwa z papilotów, nie możemy zrezygnować z nich na bokach w okolicach genitalnych. Samczyki, podnosząc nogę przy siusianiu, zazwyczaj brudzą sobie sukienkę, a jedynym sposobem zapobieżenia temu jest podpięcie jej papilotem. Na dodatek źle założone papiloty utrudniają yorkom załatwienie się, więc trzeba uważnie obserwować psa, czy nie utrudniliśmy mu czynności fizjologicznych i czy przypadkiem nie pobrudził sobie włosa moczem lub kałem – jeśli tak się stało, to czym prędzej do wanny, bo mocz trwale farbuje włos! Dla ułatwienia sobie pracy można starannie i bardzo ostrożnie wyciąć nożyczkami włosy wokół penisa, a zwłaszcza przed nim. I druga uwaga – w sklepach często można dostać „grzebienie dla yorka”, o regularnie rozstawionych metalowych zębach, obracających się wokół własnej osi. Grzebień taki można zalecić dla psów nie noszących papilotów, bo obracające się zęby nie wyrywają włosa przy czesaniu. Psom starannie papilotowanym narzędzie takie po prostu nie jest potrzebne.